W swoim życiu przeprowadzałam się już ok. dziesięciu razy.
Były to przeprowadzki na studia, w trakcie studiów, ze względów zawodowych i
uczuciowych. Te pierwsze nie były wyzwaniem (chyba, że logistycznym), gdyż
nadal znaczną część rzeczy zostawiałam w domu rodzinnym, gdzie w moim pustym
pokoju zawsze można było coś magazynować. Jeszcze na pierwszym roku studiów
byłam w stanie spakować rzeczy, które miałam przy sobie w jedną dużą walizkę i
jedną torbę, z którymi wracałam pociągiem do domu na wakacje. Rzadsze powroty
do domu zmusiły mnie do gromadzenia wokół siebie większej ilości rzeczy z domu
rodzinnego, bo nie można było już „wstąpić” po cieplejszą kurtkę lub jakąś
patelnię. Nadal jednak wszystko mieściło się w granicach rozsądku i jadąc trzy
razy tramwajem byłam w stanie zabrać te rzeczy ze sobą. Do dzisiaj – od 8 lat
jestem też szczęśliwym nie-posiadaczem telewizora.
Kiedy zamieszkałam z moim mężem już w innym kraju trzeba
było „oczyścić” dom rodzinny i zabrać wszystko, co do mnie należy. Nagle zdałam
sobie sprawę z ilości rzeczy, jakie posiadam. Prawdziwą zmorą były ubrania i
zgromadzony papier, ale też wiele nietrafionych prezentów, artykułów
papierniczych, pamiątek. Mój mąż nie był lepszy, posiadał ogromną ilość mebli
(w tym antyków), piekarnik, zmywarkę, talerze i kubki w ilości, której nie
powstydziłaby się żadna kobieta.
Kolejna przeprowadzka, kiedy trzeba było „wyliczyć” ile
mebli potrzebujemy, aby zmieścić nasze rzeczy mocno wyeksploatowała wszelkie
zdolności logistyczne, jakie posiadałam. Byłam zmęczona pakowaniem, pakowaniem
i pakowaniem, któremu nie było końca. Zanim zgromadziliśmy na nowo meble
potrzebne do magazynowania tych rzeczy, trzeba było zacząć już myśleć o
kolejnej przeprowadzce.
Było to naprawdę przytłaczające uczucie.
Bodajże Marie Kondo w swojej książce „Magia sprzątania”
również wspomina o pułapce polegającej na wdrażaniu coraz to nowych pomysłów na
magazynowanie, segregowanie itd., aby odwlec moment „wyboru” potrzebnych rzeczy
w czasie. Niedźwiedzią przysługę oddają nam sklepy typu Ikea, które zawsze
oferują jakieś mądre rozwiązania dla zdesperowanych.
Przed nami kolejna przeprowadzka, tym razem z ilością mebli
zredukowaną o ¾. Mój mąż jest w stanie przedzawałowym, że nowe mieszkanie
będzie przez to puste. ;) Wiem jednak, że jest to jedyny moment, by pozbyć się
rzeczy, które wywołują w nas poczucie obowiązku, przytłaczają nas, których nie
potrafimy się pozbyć z niewiadomych przyczyn. Jestem ciekawa ile van-ów z
naszymi rzeczami zawita w nowe miejsce tym razem.
Bardzo inspirujący blog - czekam na kolejne wpisy!
OdpowiedzUsuń