Od około roku
staram się oczyszczać swoją przestrzeń. Zastanawiam się nad przeznaczeniem
posiadanych przedmiotów i staram się unikać kupowania nowych. Pisałam już o
moich zmaganiach z przedmiotami w trakcie przeprowadzki, ale tak naprawdę cały
ten proces trwa już o wiele dłużej.
Rok temu poczułam się przytłoczona tym, co posiadam. Poczułam, że nie mam nad tym kontroli i postanowiłam to zmieniać.
Jakie osiągnęłam
efekty?
Dla mnie wspaniałe i w pełni zadowalające.
Po pierwsze oczyściłam przestrzeń z wielu zbędnych przedmiotów. Wszystkie przydasie zniknęły, wiele rzeczy
znalazło nowe domy, wyeliminowałam mnogość pudełek i koszy do przechowywania
rzeczy, które jedynie zniechęcały do wyrzucenia. Dało mi to dużą swobodę i
przestałam mieć poczucie obowiązku w stosunku do rzeczy. Cieszę się posiadanymi
przedmiotami. W końcu nic nie jest zbyt
dobre i porządne, aby używać tego na co dzień.
Po drugie sporo zaoszczędziłam. W pewnym momencie przybrało to już formę
maniakalną, bałam się kupić cokolwiek, aby nie zrobić tego źle i nie popełnić
błędu. Faktem jest jednak, że poza prezentami świątecznymi i kilkoma naprawdę
niezbędnymi rzeczami nie urządzałam sobie wycieczek po sklepach, do każdego
zakupu podchodziłam zdrowo i racjonalnie, każdy był przemyślany. Zmiany
podejścia do zakupów z racji mojego odmiennego stanu nie miałam jeszcze okazji
przetestować na ubraniach i tutaj być może w przyszłości pojawią się problemy,
ale jestem dobrej myśli. Ostatecznie dwie osoby naprawdę nie potrzebują zapasu
świeczek i czterystu różnych kubków, a ja, jako osoba nie malująca się nie
potrzebuję nawet najpiękniejszej palety cieni. Ważne było dla mnie, aby dać
sobie czas na przemyślenie każdego zakupu – tym sposobem mogliśmy zrezygnować z
zakupu nowej, większej szafy, ponieważ wystarczyło pozbyć się czterdziestu
bluzek po domu. Podobnie podchodziłam
do kupowania małych rzeczy, typu lakier do paznokci do przetestowania czy nowa osłonka
na doniczkę.
Po trzecie– i najważniejsze – zdałam sobie sprawę z własnych potrzeb i z
tego, że nie wszystko, co fajne jest
fajne i dla mnie odpowiednie. Nie wszystkie kolory są dla mnie, nie potrzebuję
wszystkich artykułów papierniczych i każdych butów. Zmiana naszych potrzeb jest
naturalna. Najważniejsze jest jednak, aby nie przyjmować czyiś potrzeb i uznawać
je za swoje, ponieważ prowadzi to niestety do gromadzenia rzeczy, które nie
dadzą nam szczęścia.
Mając to na
uwadze zrobiłam też listę rzeczy, które wprawdzie z nami podróżowały i których
jeszcze się nie pozbyliśmy, ale które opuszczą nas czy to przy najbliższej
przeprowadzce, czy też wcześniej – jeśli ulegną zniszczeniu. Dzięki temu wiem
już, gdzie skumulować swoją energię, kiedy przyjdzie mi na myśl przeprowadzać
jakąś selekcję.
Być może dla
wielu osób nie są to odkrywcze przemyślenia, teoretycznie również dla mnie było
to jasne, mimo to miałam problem, aby się kontrolować. Rok ograniczania się,
uświadomił mi jakie czynniki są dla mnie ważne przy nabywaniu i posiadaniu.
Minimalizm dał mi spokój. Brak wyrzutów sumienia, że coś leży w kącie tylko
dlatego, że mamy zbyt wiele rzeczy, aby używać wszystkiego jednocześnie. Nie ma
lepszych rzeczy na lepsze okazje. Najlepsza okazja powinna być dzisiaj.